ARMIA GOBLINÓW Strona Gwna  
  ARMIA GOBLINÓW
FAQ  FAQ Szukaj  Szukaj Uytkownicy  Uytkownicy Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj si, by sprawdzi wiadomoci
 

.::O ARMII::.    .::SPIS ZIELONYCH::.    .::STARA XIÊGA::.

Czwartek w czwaartek. Czwartek w czwaartek. Czwartek w czwaartek. W czwartek czwarteeek!


Odpowiedz do tematu ARMIA GOBLINÓW Strona Gwna » Nastanie nowa era ciemnoci - i to my zgasimy wiato! » Roll Playing Gamez » Amber-pamiêtnik
Amber-pamiêtnik
Autor Wiadomo
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Pon 06 Lut, 2012 21:54   Amber-pamiêtnik

Z nudów i lódów zdecydowa³em sie, ¿e pamiêtnik trzeba przes³aæ w formie otwartej. Mo¿e kto¶ sie wzruszy, po¶mieje, lub przynajmniej nie bêdzie nudzi³ przez chwilê.

Czê¶æ pierwsza, czyli to do czego dosz³o przed jak±kolwiek sesj±.

Odwróci³em sie i usiad³em ciê¿ko na pod³odze. Mru¿±c oczy podnios³em wzrok, Wzorzec wci±¿ razi³, wci±¿ mami³, wci±¿ nie mog³em utrzymaæ spojrzenia w jednym punkcie.
Wymiary skrêca³y sie w raz z lini±, wykrzywiaj±c obraz sali. Podobno tylko ci w których ¿y³ach p³ynie krew amberu s± w stanie patrzeæ na niego bez popadania w ob³êd. Przypomnia³em s³owa ojca... ten kto przejdzie Wzorzec, mo¿e znale¼æ sie w ka¿dym miejscu, w ka¿dym ¶wiecie, jaki sobie wymarzy. Westchn±³em zmêczony.
Teraz to najlepiej bym wyszed³ wracaj±c do domu - pomy¶la³em z przek±sem
¦ciany hali mieszcz±cej Wzorzec natychmiast zaczê³y nikn±æ, jego blask przygasaæ, obraz przed oczami zacz±³ coraz bardziej przypominaæ salon z trzaskaj±cym ¿ywym ogniem kominkiem i wygodnymi fotelami. Te ozdoby, te ¶ciany... nie mog³em sie myliæ. To by³ mój dworek my¶liwski w Komskim Oblascie, nawet czu³em zapach niezrównanych blinów ochmistrzyni Olgi
Skupi³em i otrz±sn±³em sie - wizja zniknê³a.
Wiêc to prawda, ka¿de miejsce, ka¿de pragnienie
natychmiast ¶wiat zacz±³ ponownie sie zmieniaæ. Tu by³ pó³mrok a w pó³mroku, miêkko¶æ, perfumy i ona...
Widzia³em j± na dworze i od pocz±tku zastanawia³em sie czemu wygl±da jak...
Elena
Opanuj sie... rozkaza³em sobie.
Magia jest w swej naturze niesta³a, kapry¶na wrêcz, trafisz do niej, kiedy ona ciebie nie czeka, i skoñczy sie skandalem... albo gorzej. Nawet je¶li bêdzie przychylna, to jak± masz pewno¶æ, czy rankiem czar nie minie i nie znienawidzi ciê - t³umaczy³em sobie. Poza tym to niskie, wykorzystywaæ jedyne ¿yczenie w taki sposób.
Pod¶wiadomo¶æ rych³o skoñczy³a p³ataæ figle.
Mo¿e... gdyby Tu wzorzec uprzedzi³ moje my¶li i otoczenie zaczê³o przypominaæ mur z czerwonej ceg³y. Patrzy³em z góry na t³umy wiwatuj±ce na cze¶æ wojska paraduj±cego po placu czerwonym. Car pozdrawia³ i odbiera³ paradê. Artyleria, czo³gi, samoloty. Armia zwyciêska, armia godna imperium ¶wiata i gotowa by go zdobyæ.

Nie! -wizja przyjmuj±ca na rzeczywisto¶ci przygas³a - zaiste nie by³bym godny tytu³u ksi±¿êcego je¶li zadowala³ bym sie iluzjami - Powiedzia³em na g³os, który odbija³ sie echem po sali - Chce wiedzy i mocy, chce czytaæ ze ¶wiatów jak z ksi±g .
Oto moja d³oñ - wyci±gn±³em j± w kierunku Wzorca i rozkaza³em
- Poka¿ mi swoje sekrety!

Odpowiedz MG jest godna uwagi:

ch, ty to masz pomys³y, naprawdê chcesz ¿eby Twoja postaæ oszala³a, albo ¿ebym ja oszala³:

¦wiat³o wzorca zgas³o, w mgnieniu oka zobaczy³e¶ wszystko, ca³y Amber Kolvir, Z³oty Kr±g, Wszystkie Cienie, Chaos, Odch³añ. Twój umys³ spróbowa³ poch³on±æ ca³± dostarczan± wiedzê nie da³ jednak rady, zacz±³ siê rozpadaæ na fragmenty zainteresowañ, pragnieñ, fobii. Gdy czê¶æ twej Ja¼ni gania³a po wszystkich lasach ¶wiata za zwierzyn± o jakiej nigdy nie ¶ni³e¶, podziwia³a losy wszystkich cieni Eleny w najbardziej romantycznych i tragicznych odmianach, lata³a wszystkimi mo¿liwymi samolotami po ka¿dym z niebiañskich przestworzy, twój wróg, obca ja¼ñ któr± sam w u¶pionej formie przenios³e¶ do tego sanktuarium mocy, wyczu³ swoj± szansê, uderzy³ przez twoje lêki i w±tpliwo¶ci rozpraszaj±c i niszcz±c twoj± wolê, ³owna zwierzyna odwróci³a siê by wyszczerzyæ k³y i zmieniæ w ³owcê, Elena przemieni³a siê w ikonê nienawi¶ci i wzgardy, lot w upadek, odwaga w przera¿enie, wiedza w chaos, wizja w koszmar... obudzi³e¶ siê w swoim apartamencie w na zamku Amber, pod³±czony do kroplówki. Wydaje ci siê ¿e ostatnim co pamiêtasz ze swojej wszechogarniaj±cej wizji by³ têtent srebrnych kopyt wype³niaj±cy ca³y wszech¶wiat, ale mo¿e to tylko perkusja twojego ojca który muzyk± skraca³ sobie czas oczekiwania na twój powrót do zdrowia.
Kiedy zorientowa³ siê ¿e oprzytomnia³e¶ Random powiedzia³ patrz±c ci z niepokojem oczy:
- Nie jestem pewien czego w³a¶ciwie próbowa³e¶, ale raczej nie jeste¶ na to jeszcze gotowy.
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Pon 06 Lut, 2012 22:05   

to co powsta³o po mojej pierwszej sesji:

Jak sie spodziewa³em dziadek nie mia³ zamiaru spêdzaæ z nami nawet chwili czasu, a ca³y ten piknik jest prób±. Zadanie wydawa³o sie trywialne - powróciæ do Amberu. Okaza³o sie jednak ¿e wydostanie sie z tego przeklêtego cienia nie jest proste. Otacza go niesamowicie silna bariera, która obraca wszelkie próby przej¶cia przeciwko nam. Cieñ w którym pozostawi³ nas Oberon stanowi swego rodzaju stan wyj¶ciowy, minimum lokalne wszystkich cieni, do których mo¿emy dotrzeæ.
Oczywi¶cie moi kuzyni s± niezbyt sk³onni wspó³pracowaæ. Ufno¶æ Bruna we w³asne si³y dwukrotnie zaprowadzi³a go w bardzo niebezpieczne sytuacje. Odnoszê dziwne wra¿enie ¿e jego silna wola, wynika raczej z tego, ¿e jest za g³upi by u¶wiadomiæ sobie swoje braki, ni¿ z niez³omnego umys³u. W koñcu da³ prawdziwy pokaz indolencji próbuj±c zabiæ Rudiego - tego przyb³êdê, którego upodoba³ sobie Oberon. Nie do¶æ, ¿e zamach by³ nieudany, to jeszcze w wymówki, jakie nam przedstawi³ nie uwierzy³o by nawet dziecko.
Dosta³ jednak za swoje, Rudi dorwa³ go i z w¶ciek³o¶ci niemal go rozszarpa³. Uda³o nam sie odwie¶æ go od tego pomys³u, choæ okaleczy³ Bruna w okrutny sposób. Byæ mo¿e w³a¶nie wykopa³ sobie grób, gdy¿ je¶li wie¶æ o tym ¿e podniós³ rêkê na ksiêcia krwi dostanie sie na dwór, Oberon bêdzie musia³ co¶ zrobiæ. Obstawiam wygnanie, lub kastracje. To dobrze bo Rudi jest typem cz³owieka, z my¶l± o którym powsta³a broñ palna. Du¿y, silny i nieobliczalny.

Mara jest jedyn± osob±, która (oprócz mnie) zdaje sie mieæ jakiekolwiek konstruktywne pomys³y by wydostanie sie z tego cienia. Rudi jest ni± wyra¼nie oczarowany, i co do niego zupe³nie nie podobne, odnosi sie do niej z szacunkiem. Nie ma sie co dziwiæ. Mara ma urodê po ciotce, i jest mniej skryta.
Szybko okaza³o sie ¿e tubylcy tego cienia s± nastawieni niezbyt przyja¼nie, mimo prób dostosowania siê. Dosz³o do kilku staræ, ale wszystkie mia³y miejsce w pobocznych cieniach i poza jednym gdzie Rudi zabi³ stra¿nika, oby³y siê bez strat w ludziach.
Magia w tym ¶wiecie jest bardzo silna, trzeba to wykorzystaæ. Byæ mo¿e uda nam sie zebraæ do¶æ mocy by przebiæ barierê nie ruszaj±c sie z miejsca. Trzeba te¿ przepytaæ tutejszych mêdrców, o s³absze punkty w rzeczywisto¶ci, miejsca gdzie czêsto zdarzaj± sie niewyja¶nione zaginiêcia, mo¿e tu s± wrêcz otwarte portale.

Czwarty z naszej weso³ej kompanii - Werner, jest dla mnie zagadk±. Chwilami wydaje mi sie ¿e jest jednym z moich kompanów z którymi dzieli³em trudy i rado¶ci w ró¿nych miejscach na ¶wiecie. Moim ¶wiecie rzecz jasna. Fakt ¿e s³u¿y³ w wojsku, ¿e instynktownie rozumie pewne pojêcia, nawet ¿e s³u¿y³ imperatorowi, chocia¿ ten jest pewnie inny od carów, z których mia³em zaszczyt poznaæ... Wszystko to czyni z niego osobê z któr± móg³bym siê zaprzyja¼niæ.
Ale ma te¿ drugie oblicze, które moim zdaniem nie jest godne tytu³u ksiêcia. Zdaje sie nie zachowywaæ nale¿ytego szacunku wobec kogokolwiek, wliczaj±c w to Oberona. Kiedy z³o¿y³em Oberonowi ho³d jako w³adcy Amberu i odda³em sie pod jego rozkazy, my¶la³em, ¿e uczyni to samo. Brak szacunku rozci±ga sie równie¿ na ¿ycie innych ludzi, zarówno tych z cieni, oraz zapewne nas. Dla niego moje oddanie sie pod rozkazy by³o spowodowane chêci± pochlebstwa, lub w najlepszym razie spowodowane strachem. Nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo sie myli.
Ojciec ostrzega³ mnie przed Oberonem, ostrzegaj±c ¿e jest w istocie okrutnikiem, w³adc± z podobnym do Ivana Gro¼nego, którym w bajkach straszy sie dzieci.
Nie wierze, by tak wygl±da³a prawdziwa twarz Oberona. Jest ma³o prawdopodobne by utrzyma³ sie na tronie przez tysi±ce lat, je¶li by³by bezmy¶lnym tyranem. Amberyci, zw³aszcza ci starsi maj± wielk± moc, ale nie s± niezniszczalni. Opinia mojego ojca jest wiêc spowodowana tym, ¿e w swym pojmowaniu przypomina Wernera. Obaj nie rozumiej± ¿e fakt, ¿e ogranicza ich swobodê, mo¿e byæ spowodowany trosk± o ich dobro. Jak równie¿ dobro czego¶ wiêkszego.
Je¶li sie mylê, to ca³e szczê¶cie, ¿e zobowi±za³em sie s³u¿yæ Amberowi, a nie Oberonowi osobi¶cie... S³owo honoru zobowi±zuje nawet je¶li jest dane ³otrowi.
Obym nie musia³ nigdy wykorzystaæ tej furtki.
Kiedy ¿y³em na Ziemi nigdy nie by³em religijny. Teraz czasami ¿a³uje, ¿e to my jeste¶my bogami tych ¶wiatów. Choæby dlatego, ¿e nie mamy ¶wiêto¶ci do której mo¿na by sie modliæ.
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Pon 06 Lut, 2012 22:14   

Mimo sukcesów Sergiejowi wcale nie by³o weso³o
Pamiêtnik vol3 czyli nie tylko ceg³y s± zmiennokszta³tne.

Dzieñ obfitowa³ w wydarzenia, do tego stopnia, ¿e nie jestem w stanie sie zdecydowaæ co w pierwszej kolejno¶ci przelaæ na papier.
Przede mn± le¿y opal który jest ¿yciem najpotê¿niejszego smoka w okolicy. Jego los jest w moich rêkach. Có¿ powinienem zrobiæ? Oddaæ je prawowitemu w³a¶cicielowi, czy te¿ jakiemu¶ wata¿ce z tego cienia. Artur, Walerian, czy te¿ ten wymuskany elegancik. Wszyscy s± sobie równi. Je¶li smok mo¿e z³amaæ barierê otaczaj±c± cieñ, to sprawa jest prosta. On mo¿e, reszta nie. Maj±c kryszta³ z jego si³± ¿yciow± powinienem móc skontaktowaæ sie z jego umys³em i dowiedzieæ sie prawdy.
Je¶li nie, sytuacja skomplikuje sie kilka razy.
Artur ma jakie¶ niejasne powi±zania z Virionem. Tak, Virion! Niechaj po trzykroæ bêdzie przeklête jego imiê! Rozgrywa kuzynów jak pionki. Czy¿ ma z nimi jaki¶ uk³ad? Czy wie o nich co¶ czego sie boj±? Czy po prostu s± za g³upi by to zauwa¿yæ? Na pewno s± na tyle g³upi by nie widzieæ ¿e mam wszystkie w tym rozdaniu wszystkie asy. Có¿ planuje Viron? Jestem pewien ¿e jego pewno¶æ siebie jest wynikiem blefu.
Nie! Artur musi zgin±æ by plany Viriona niedosz³y do skutku. Nienawidzê bawiæ sie losami ludzi z cienia, lecz mo¿liwo¶æ ¿e Viron zrealizuje swój plan, jakikolwiek on by nie by³, jest zbyt niebezpieczna.
Istnieje jednak inny sposób...
Musia³bym skontaktowaæ sie z Walerianem i zawrzeæ z nim uk³ad. Dam mu smoka i tron, w zamian za oddanie mi w³asnego ksiêstwa i mo¿liwo¶æ swobodnego po¿yczania zbroi, oraz badañ nad magi±. Bêdzie g³upcem je¶li sie nie zgodzi. Artur odejdzie w nies³awie i wszyscy prócz smoka zachowaj± skórê. Zachowanie ¿ycia jest wa¿niejsze od zachowania twarzy.

I to sprowadza moje my¶li ku Rudiemu/Grondowi. Od jak dawna dysponuje tak± moc±? Próbowa³em eksperymentowaæ ze zmiennokszta³tno¶ci± ale pozosta³em przy iluzji. Wmówiæ przeciwnikowi ¿e wygl±dasz jak jego brat to jedno. Przekszta³ciæ miliony komórek by wygl±daæ jak on to zupe³nie inna sprawa. A o przemianie w istotê innego gatunku nale¿y ca³kowicie zapomnieæ. Rudi iluzjonist± nie jest. Wykry³ bym co¶ i zdusi³bym jego magiê. I przede wszystkim: dlaczego to ukrywa? Rozumiem ¿e trzyma swoje asy ukryte, by nikt nie dowiedzia³ sie o nich przed czasem. Wiem ¿e kuzyni nie byli by zachwyceni jego ¿artem. Ale jego zachowanie podczas naszej rozmowy wskazywa³o na to, ¿e to co¶ wiêcej. On naprawdê ba³ ujawnienia jego mocy przed rodzin±! Pytanie dlaczego? Czy Oberon wie o tym? Kiedy wrócê do Amberu muszê znale¼æ informacje na temat jego ludu.

Ogólnie wygl±da na to ¿e sporo czasu spêdzê w bibliotece. Muszê skonstruowaæ amulety, które by³y by w stanie przechowywaæ zaklêcia. Nie przera¿a mnie jednak ta wizja. To najciekawsza czê¶æ zamku. Wiêkszo¶æ kuzynów uzna³a by mnie za lekkiego szaleñca widz±c ¿e siedze przed kilkoma roz³o¿onymi ksiêgami szukaj±c odno¶ników, kiedy mo¿na w³óczyæ sie po cieniach szukaj±c alkoholu i kochanek b±d¼ kochanków. Brand i Fiona zdaj± sie podzielaæ moje upodobania. Dla nich jestem jednak efemeryd±, w ka¿dym razie na pewno dla Branda. Mo¿e doczekam sie dnia, w którym zobaczê uznanie w oczach Fiony. Na razie mogê liczyæ na ostr± szablê i kuzynów, którzy lekkomy¶lnie wk³adaj± mi broñ do rêki. Bruno okaza³ sie byæ a¿ nazbyt skory do wspó³pracy. Werner da³ sie wykorzystaæ jako zabezpieczenie uk³adu, a kiedy próbowa³ dzia³aæ samodzielnie, wepchn±³ mi do rêki smoczy opal. Mara jest zbyt skupiona na matkowaniu naszej weso³ej kompanii by byæ zagro¿eniem. Ca³y dzieñ spêdzi³a szukaj±c leku dla Bruna. Rudi zdradzi³ mi swoj± tajemnicê. Nie w±tpiê ¿e nie jedyn±, ale zawsze mogê wydusiæ z niego resztê.

Muszê strzec sie jedynie Viriona i jego.... Ehm ... istoty. Pe³ni tak± sam± rolê jak Gniew i nie w±tpiê ¿e ma podobne moce. Kiedy bêdzie trzeba go pozbawiæ pomocników, warto mieæ przy sobie jakie¶ dobre zaklêcie ogniowe.
Ich musze sie strzec... co nie oznacza ¿e nie powinienem pilnowaæ reszty.

Ale to przysz³o¶æ... na razie wpatrujê sie w opal...

Smoku!?!
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
Ostatnio zmieniony przez Szaroki Pon 06 Lut, 2012 22:17, w caoci zmieniany 1 raz  
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Pon 06 Lut, 2012 22:16   

Pamiêtnik vol4 czyli smok i gadaj±ce os³y

Mam nadzieje ¿e nikt z rodziny nie patrzy³ na moje pijañstwo, ale musia³em spróbowaæ wyp³ukaæ z mojej g³owy wizjê z Tir'nan'og. W rodzimym cieniu przywyk³em do ¶mierci. Spodziewa³em sie ¿e przyjdzie w p³on±cym wraku, gdy bêdê czeka³ na zbli¿aj±c± sie w zawrotnym tempie ziemiê. Kiedy przyby³em do Amberu bardziej prawdopodobne wydawa³o sie, ¿e zginê z rêki jednego z kuzynów. Wizja z by³a o tyle straszna ¿e, by³em na niej sam. Z garstk± stra¿ników przeszukiwa³em ruiny, tego co zosta³o z Amberu. Nie mia³em przy sobie nikogo z kim móg³bym dzieliæ trudy, cieszyæ sie sukcesem, czy choæby wy¶miaæ g³upote.
Oberon zdaje sie byæ zadowolony z mojego sprawowania, chocia¿ mo¿e to byæ równie dobrze drwina. Czy mo¿liwe ¿e on te¿ kiedy¶ sta³ na resztkach dawnego królestwa i musia³ je odbudowaæ ceg³a po cegle? Czy dlatego zdaje ufaæ mi bardziej ni¿ reszcie? Mo¿e nawet bardziej ni¿ powinien, w koñcu nie dokona³em nic wielkiego.
Intryga, któr± zacz±³em knuæ upad³a, kiedy Wernera opêta³ morderczy sza³. Musia³em zrobiæ dobr± minê do z³ej gry i zmówiæ sie ze smokiem. Jednak¿e rany Bruna i Wernera by³y tak powa¿ne, a ich opatrzenie by³o tak nagl±ce, ¿e nie by³em w stanie targowaæ sie o nic, a jedynie prosiæ. Tak! Prosiæ bestiê o pomoc. Wyszed³em na bohatera, lecz kosztem potencjalnych zysków. Z reszt± do Amberu wróci³em ¶wiadom tego ¿e czeka nas raczej ochrzan ni¿ pochwa³a. W cieniu pozostawili¶my Marê. Doprawdy wola³bym pozwoliæ tym g³upcom wykrwawiæ siê do cna, ni¿ us³yszeæ narzekanie Oberona. Bardzo niepokoi mnie Rudi. Okazuje sie ¿e mamy w¶ród nas nastêpnego czarodzieja. Na dodatek niez³ego. Wiem ¿e jest mniej potê¿ny ode mnie ale pytanie jakie jeszcze ma moce.
Jak to mawiaj± "nie bogatszy to mo¿e chocia¿ m±drzejszy"... Czego siê dzi¶ nauczy³em?
1. Wspólnicy musz± poznaæ plan spisku przynajmniej w kwestii, która ich bezpo¶rednio dotyczy.
2. Instrukcje dla osób trzecich nale¿y pozostawiæ tak proste by ka¿dy idiota móg³by je wykonaæ. -vide smok który poinstruowany by trzymaæ sie z dala od Artura i gwardii, czyli od kusz, postanowi³ schowaæ sie tak, ¿e w ogóle nie by³o go widaæ.
3. Mieæ kilka planów zapasowych na wypadek awarii planu podstawowego.
Jak na razie mam swoje polecenia. Odnale¼æ odpowiedni ¶wiat i za³o¿yæ tam ksiêstwo. Oberon powiedzia³ to tak jakby poprosi³ o sól przy obiedzie. Kompletnie straci³em g³owê. Nie wiedzia³em czy dziêkowaæ, czy te¿ stwierdziæ, ¿e to zbyt wielka odpowiedzialno¶æ. Skoñczy³o sie na tym, ¿e zacz±³em mówiæ co¶ bez sensu o aerostatach. Mimo to wygl±da na to, ¿e dosta³em woln± rêkê. Dziêki wizji wiem jakie zadanie bêdzie sta³o przed armi±: obrona Amberu.
Jednak wojsko które bêdzie walczyæ poza swoim cieniem musi liczyæ sie nie tylko z potê¿nym przeciwnikiem, ale w³a¶ciwo¶ciami ¶wiata w którym siê znajduje. Cieñ wiêc musi zostaæ dobrany wg nastêpuj±cych kryteriów.
a. Poniewa¿ w Amberze proch nie dzia³a, poziom rozwoju technicznego Cienia mo¿e byæ mo¿liwie niski, ba do cienia zbyt rozwiniêtego nale¿a³o by sprowadziæ ekspertów od szermierki i walki wrêcz.
b. Cieñ powinien mieæ warunki kompatybilne z technik± z mego rodzimego cienia. Umo¿liwi to eksport rozwi±zañ miêdzy cieniami.
c. Z racji ¿e nie wiadomo, kiedy nast±pi atak na Amber dobrze by by³o gdyby czas w tym cieniu bieg³ szybciej ni¿ w Amberze. Przy¶pieszy to budowê armii.
d. Armia ta powinna byæ wyposa¿ona w najlepsz± mo¿liw± broñ do walki w Amberze.
e. Na tej samej planecie musi istnieæ przeciwnik na którym armia mog³a bêdzie trenowaæ walkê. Najlepiej dysponuj±cy du¿ymi mo¿liwo¶ciami regeneracji si³y ¿ywej.
Wprawdzie ³aska króla wydaje sie mi niepewn±, to niew±tpliwie reszta ksi±¿±t zaczê³a mnie uwa¿aæ za ... Chcia³bym powiedzieæ "równego sobie", lecz obawiam sie, ¿e to zbyt daleko id±cy wniosek. Podobna zmiana zachowañ jest widoczna u dworzan. Chocia¿by wczoraj jeden z nich poprosi³ mnie o rozs±dzenie sporu miêdzy dwoma rodami kupieckimi. Przyj±³em szefów obu w zamku, jak u siebie. Spór stara³em sie rozs±dziæ mierz±c wyrok tak po³owicznie jak to tylko mo¿liwe. W chwile po tym wysypa³em na stó³ czwart± czê¶æ worka z klejnotami ¶miej±c sie "panowie podajcie sobie rêkê, bo otwieram u was rachunek".
Mo¿e niezupe³nie nic nie zyska³em.

Potem nastêpuje d³uuuga wymiana zdañ miêdzy mn± a ByBusem.
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Pon 06 Lut, 2012 22:19   

Pamiêtnik vol5 czyli mi³e z³ego pocz±tki a koniec... mro¼ny

Doprawdy, Los ma poczucie humoru. Pokrêcone i niecodzienne ale jednak. Ze wszystkich bitew które prze¿y³em ta mog³a najpewniej skoñczyæ sie moj± ¶mierci±. Sta³em sie zbyt dumny, zbyt pewny siebie. Wierzy³em, ¿e moce, którymi dysponuje Amber s± wieczne i zawsze mo¿na na nich polegaæ. Do¶wiadczenie i ostre s³owa ojca sprawi³y ¿e u¶wiadomi³em sobie a¿ za dobrze ¿e tak nie jest. Pope³ni³em najgorszy b³±d jaki mo¿e pope³niæ dowódca. Da³em sie z³apaæ w pu³apkê, nieprzygotowany na jej istnienie. I dlaczego? z chêci zyskania s³awy na dworze, uznania w oczach Oberona, czy te¿ dam dworu? Bezsensu. Na szczê¶cie mróz zapobieg³ rozprzestrzenianiu sie jadu. :twisted:
Daje to wiele do my¶lenia o przeciwniku z którym sie mierzymy. Zna Amber i jego moce. Wie jak je zwalczaæ, i ma ca³kiem dobrych ludzi. Powiedzia³bym, ¿e niespodziewanie dobrych. Ci "piraci" walczyli do ostatniej kropli krwi, zupe³nie jakby obecno¶æ kapitana nie pozwala³a im sie wycofaæ. Nie przejawiali strachu, nie bali sie ¶mierci. Nie takiego zachowania mo¿na spodziewaæ sie po zbieraninie ³otrów. Zdecydowanie bardziej przypominaj± mi oddzia³y Tajnej Stra¿y, fanatyczni, g³upi, ale skuteczni. Porównuj±c ich z wojownikami Jegrów... ci, zauwa¿y³em, ¿e kiedy nie przymieraj± g³odem i mog± sie spokojnie wyspaæ w nocy, s± doskona³ymi cz³onkami oddzia³ów. Sk³onnymi do po¶wiêceñ, ale niepozbawionymi woli prze¿ycia. W takiej sytuacji pewnie próbowali by dzia³aæ niekonwencjonalnie... chocia¿by z³apaæ za stó³ i spróbowaæ naprzeæ os³aniaj±c sie nim, zablokowaæ szable i dokoñczyæ sprawê ciosem w bok. Ci "piraci" zachowywali jak pszczo³y broni±ce ula, ¿eby u¿yæ porównania pasuj±cego do Arborei. Lecz tylko w obecno¶ci kapitana. Kiedy ten znika³ z oczu instynkt przetrwania bra³ górê. I maj± poparcie którego¶ z Ambrerytów. Nikt inny nie u¿ywa mocy podobnej do naszych atutów. Przynajmniej tak mi siê wydaje... oczywi¶cie warto by kto¶ to sprawdzi³.
Kto jest winien? Kuzyni którzy towarzysz± mi wskazuj± na Caina. Dlaczego mia³by knuæ taki spisek... ¿eby uzyskaæ panowanie nad ca³± flot±? Ma³o prawdopodobne, chocia¿... warto by³o by to zbadaæ bli¿ej.
Kto inny? Blaise? Jaka by³a by jego rola w tym przedsiêwziêciu? Nie rozumiem podejrzeñ kuzynów. Chyba ¿e jest inna odpowiedz. Przez ten niefortunny incydent, nie mogê sobie przypomnieæ, kto z moich towarzyszy postanowi³ postawiæ wró¿bê atutow±...
Rudi opowiedzia³ mi o tym jak mój ojciec po¶pieszy³ mi z pomoc±. Powiedzia³ te¿ o zachowaniu Bruna podczas ca³ej sytuacji. Wydaje sie zastanawiaj±ce, jak g³adko przeszed³ on nad tym do porz±dku dziennego. Ca³kiem mo¿liwe ¿e mnie nienawidzi, wydaje sie to jednak zbyt p³ytkim powodem. Czy¿ mo¿liwe ¿e jest to spisek Eryka? Eryk jako nastêpca tronu zyska³by najwiêcej na ka¿dym kryzysie, który podkopa³by w³adzê Oberona. Wspó³praca jego i Bruna wydaje sie oczywista i wyja¶nia sporo faktów. Doskona³o¶æ uwiêzienia Hieronima von Herra. Fakt, ¿e przeciwnik wiedzia³ dok³adnie, czego i kiedy chcemy.
Tak. Bruno by³ z nami jako przednia stra¿, informuj±cy dok³adnie o naszych postêpach i podstêpach. Oprócz walki z piratami, którzy rzecz jasna nie byli wtajemniczeni w nasz± role, Bruno nie wniós³ ¿adnego pozytywnego wk³adu w ¶ledztwo. Na statku pirackim nie zrobi³ nic by ugasiæ po¿ar. W mie¶cie zdecydowa³, ¿e to kapitan powinien zej¶æ na l±d i wypytaæ o wszystko. Mia³ wystarczaj±co du¿o czasu by poinformowaæ, ¿e planujemy dobraæ sie magicznie do kapitana piratów i kartografa.
W dodatku jak szuje poprosi³em o pomoc, ma³o co, a zad³awi³by sie ze zdziwienia. Musze pilnie obserwowaæ jego podej¶cie do Branda. Czy oni mog± byæ w zmowie? Musze te¿ uwa¿nie sprawdziæ ka¿dy fragment bariery, który on stworzy. Czy nie ma tam ukrytych s³abo¶ci, hase³, pu³apek. Tak¿e miejsca gdzie planuje bramy. W koñcu, mo¿e równie dobrze zamkn±æ mnie w ¶rodku, co nas³aæ na mnie wrogów. Musze wyznaczyæ co bystrzejszym Jegrom zadanie pilnowania ka¿dego kto mia³ kontakt z Brunem i meldowanie o podejrzanych zachowaniach. A przy tym zachowaæ pozory pe³nej ignorancji na tego zdrajcê i z u¶miechem wpychaæ mu do uszu takie pó³prawdy jakie chce us³yszeæ.
Za¶ co do Arborei... Jak wrócê do Amberu muszê porozmawiaæ o tym wszystkim z Geraldem
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Pon 06 Lut, 2012 22:24   

Pamiêtnik vol6 czyli pojedziemy na ³ów, na ³ów...

Ka¿dy dzieñ spêdzony w towarzystwie kuzynów, jest pe³en emocji, nie zawsze zdrowych. Tak te¿ i ostatni tydzieñ da³ mi sie we znaki. By³em zaskoczony zaproszeniem danym nam przez Juliana, ale chyba jeszcze bardziej jego wizj± ³owów. Zniesmaczy³o mnie rze¼nickie podej¶cie do polowania. Julian zdaje sie pomijaæ przyjemno¶ci zwi±zane z tropieniem i podchodzeniem zwierza, na rzecz samego aktu zabijania. Rozumia³bym je¶li kierowa³by nim g³ód, wówczas zastosowanie nagonki i kilkunastu psów daleko zwiêksza efektywno¶æ, lecz jako ksi±¿ê przecie¿ nie poluje dla miêsa i skór. To trochê tak jakby pragn±c romansu, udaæ sie prosto do burdelu. Efekt koñcowy zostaje zachowany lecz jaka jest satysfakcja z doj¶cia do niego na skróty? Z tego braku satysfakcji wynik³a jego pragnienie zabicia najpotê¿niejszej bestii w okolicy i nasza wyprawa na demona do odleg³ego cienia - domu Wernera. Jego cieñ mnie zadziwi³, podobnie jak sam Werner. Przede wszystkim skal± i potêg±. Ca³y ¶wiat s³u¿±cy za pole bitwy. Ogromna baza wojenna obserwuj±ca go z kosmosu. (próbowa³em policzyæ ile energii kosztowa³o wystrzelenie tak masywnej konstrukcji w przestrzeñ, ale ci±gle zdawa³o mi sie ¿e zgubi³em zera). Co wiêcej z tego co mówi³ Werner wywnioskowa³em, ¿e to zaledwie czê¶æ si³ i nie jest to jedyny punkt zapalny w imperium. I ta symbolika... czy¿ mo¿liwe jest ¿e ¶wiat ten jest odbiciem przysz³o¶ci mojego, przysz³o¶ci w której Rosja zapanowa³a nad Ziemi±? I jeszcze demon. Wygl±da³ jak ¿ywcem wyrwany z malunków Boscha, lub diabe³ z przedstawienia teatrzyku przycerkiewnego. Mimo pretensjonalnego wygl±du, by³ niez³ym magiem. Pracowa³ nad otwieraniem portalu pomiêdzy cieniami, a¿ ¿al ¿e nie mog³em wypytaæ go o to na czym polega³ rytua³, który przygotowywa³. Ciekawe, ¿e w cieniu, który nie obfitowa³ specjalnie w magiê jemu uda³o sie zgromadziæ tak du¿± ilo¶æ mocy. Co ciekawe Werner obawia³ sie, ¿e nie damy rady demonowi, co ¶wiadczy o tym ¿e walczy³ ju¿ kiedy¶ z podobnymi stworami. Szybko okaza³o sie, ¿e jego nerwowe szukanie 4-tego do demona jest bezsensowne, a po ucieczce Viriona, bez problemów poradzili¶my sobie we dwóch. Pewn± satysfakcjê sprawi³o mi, ¿e demona dobi³y pociski z rusznicy z mojego rodzimego cienia.

Po powrocie do Ardenu, Rudi udowodni³, ¿e te¿ mo¿e mnie przyprawiæ o zdumienie. Z ca³± bezczelno¶ci± zacz±³ mieæ do mnie pretensje o moj± nieszczêsn± przygodê w Arborei. Po pierwsze... po co? Uwa¿a³ ¿e nie pamiêta³em o tym, ¿e jest wspó³odpowiedzialny za mój ratunek?? Po drugie... jego bezczelno¶æ nie zna³a granic. Pope³ni³ dwa b³êdy jednocze¶nie. To ¿e m³odsze pokolenie traktuje go jak równego sobie jest nasz± dobr± wol±, lecz równie dobrze mogliby¶my traktowaæ go jak ka¿dego dworzanina. Poza tym nie denerwuje sie osób, które w walce stoj± za twoimi plecami. To ¼le wp³ywa na skórê. Mo¿e na przyk³ad zostaæ przebita no¿em. Na pikniku obieca³ mi przys³ugê... i uratowa³ mi ¿ycie. Rachunek zas³ug jest wyrównany.
Niepokoi fakt, ¿e wszed³ w posiadanie atutów zdrajców. Oznacza to, ¿e ma dostêp do kuzynów, którzy je potrafi± malowaæ. Co do jednego zdradzi³, ¿e jest autorstwa Dworkina. Co do drugiego (tego, którego trzymam w rêku prowadz±c hellride, tak?) , zachowa³ milczenie ujawniaj±c jedynie, ¿e to "ona". Czy¿by nasza czaruj±ca kuzynka mia³a i takie umiejêtno¶ci?
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Pon 06 Lut, 2012 22:26   

Pamiêtnik vol7 czyli na wakacje

Wygl±da na to ¿e organizacja szkodz±ca Amberowi jest zdecydowana by wszystkie sekrety zabieraæ ze sob± do grobu. A przynajmniej tak twierdz± moi kuzyni. Po raz kolejny doskwiera mi brak informacji, który zaczyna parali¿owaæ moje dzia³ania. Przed chwil± do s³ownie Oberon rozkaza³, ¿eby¶my wszyscy z m³odego pokolenia udali sie na krótkie wakacje, do Kymru. Czemu? Mo¿na sie tylko domy¶laæ ¿e chodzi o zdobycie czego¶ co znajduje sie w Kymrze, lub te¿ o pozbycie sie nas z Amberu na pewien czas. Dlaczego pozbywa sie nas? Je¶li popadliby¶my w nie³askê, z pewno¶ci± da³by to do zrozumienia w bardziej dosadny sposób. Je¶li uwa¿a, ¿e to dla naszego bezpieczeñstwa, to dlaczego nie mia³by powiedzieæ ¿e co¶ nam grozi. Zw³aszcza dla mnie jako czarownika, jest to bolesne, gdy¿ jak mia³em okazjê stwierdziæ, dobrze przygotowany czarownik, jest niemal nie do pokonania. Z drugiej strony mog± nam groziæ starsi kuzyni, ale wówczas... có¿ Blayse twierdzi ¿e, podobno kuzynka Flora jest lepsza w szabli ode mnie. Mo¿liwie ¿e przesadza, ale nie zmienia to faktu, ¿e wobec przygotowanego starszego Amberyty nie mamy wielkich szans. Chyba, ¿e bêdziemy dzia³ali razem, ale jest to w±tpliwe je¶li mieli by¶my dzia³aæ przeciw w³asnym rodzicom.
Z pewn± nostalgi± wspominam polowanie na demona z Wernerem. We dwóch mogliby¶my pokonaæ nawet i dwa razy wiêkszego. Mieli¶my wszystkie atuty po swojej stronie, taka jest si³a wspó³pracy w Amberze.
A w³a¶nie, a propos atutów. Wyja¶ni³o sie ¿e atut tego nieszczê¶nika by³ w istocie wykonany przez Fi i co szczê¶liwie ogranicza ilo¶æ osób zwi±zanych z tworzeniem atutów do trzech. Zagadk± jest zakaz u¿ywania atutów wydany nam przez Oberona. Rozumiem wprawdzie pojêcie ciszy radiowej, ale wygl±da na to, ¿e atuty bardzo trac± w moich oczach. Z pocz±tku wygl±da³y na idealne radio, ma³e, leciutkie, z wbudowanym teleportem. Teraz okazuje sie ¿e mo¿na je zak³óciæ, oraz, jak widaæ równie¿ pods³uchaæ. Ciekawe czy jest to pods³uch per se czy jedynie analiza sygna³ów.
Muszê zapewniæ sobie ¼ród³o informacji, jak tylko wrócê z Kymru. Moi kupcy z pewno¶ci± bêd± mi chêtni w pomocy, i tak robi± na mnie niez³y biznes. W dodatku, nale¿y zapewniæ im zas³onê dymn±. S±dze ¿e "misja" g³osz±ca sprawê "wspólnego dobra" bêdzie wystarczaj±co oczywist± placówk± wywiadu by skupiæ na sobie uwagê. Kiedy zacz±³em wspó³pracowaæ z wydzia³em IV MSZ w moim rodzimym cieniu, by³em zdumiony, kiedy dowiedzia³em sie na czym polega praca w wywiadzie. Okazuje sie, ¿e 80% informacji "le¿y na ulicy" i czeka tylko na kogo¶ to j± zrozumie i zinterpretuje. Obserwacja. S³uchanie plotek. Analiza wej¶æ i wyj¶æ z portów. Kto ile czasu spêdza w Amberze, z kim sie kontaktuje, co zamawia u kupców. Nie nale¿y ograniczaæ tej wyliczanki jedynie do ksi±¿±t krwi. Nasze zadufanie w sobie jest na tyle wielkie ¿e mogliby¶my przeoczyæ spisek, skonstruowany przez arystokracjê, b±d¼ rody kupieckie, podczas gdy wszyscy z rodziny patrzyli by sobie na rêce.
Oczywi¶cie istnieje ryzyko ¿e to w³a¶nie jeden z tych rodów kupieckich, które pogodzi³y sie dla handlu ze mn± ( a w sumie dla handlu z Rhet± - ¶wiatem Jegrów), jest tym, zamieszanym w spisek, ale s±dze, ¿e ryzyko jest na tyle znikome, ¿e nale¿y je podj±æ.

Jest jeszcze jedna sprawa która warta jest zapamiêtania. Kuzynka Fiona by³a zdenerwowana postêpkami Viriona b±dz Rudiego. Albo i obu. Ciekawe có¿ takiego uczynili, ¿e wyprowadzili j± z równowagi... i zdo³ali prze¿yæ. Interesuj±ce jest, ¿e wie¶æ o zmiennokszta³tno¶ci Rudiego wywo³a³a pewne zainteresowanie. Có¿... Zawsze mogê powiedzieæ jeszcze o zdolno¶ciach Virona. A¿ ciekawe z kim zada³a sie Flora, ¿e ma on takie umiejêtno¶ci. :-D
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Grzybek 
Grzybek


Rasa: Goblin mniejszy
Przydzia: Si³y g³ówne
Ulubiony system: WoD
Posty: 1392
Skd: z lasu
Wysany: Wto 07 Lut, 2012 10:43   

he he he, no to i ja podzielê siê przemy¶leniami Mary - co prawda tylko z pierwszej sesji bo jakos na kolejne z ró¿nych przyczyn nie uda³o mi sie dotrzeæ, ale có¿. Enjoy (or not):


Z pamiêtnika Mary Jade:


Dzieñ pierwszy



Ja chyba zwariowa³am!
Teraz, gdy wszystko znów zaczê³o siê uk³adaæ, gdy ponownie zyska³am siln± pozycjê, ciekaw± pracê, a nawet garstkê osób, którym ufam, ja, zamiast korzystaæ z tego wszystkiego, siedzê w jakim¶ zapyzia³ym miasteczku z band± popaprañców i jakim¶ przero¶niêtym mynockiem (zdaje siê, ¿e mówi± na to smok) lataj±cym nad g³ow±! I to w du¿ej mierze na w³asne ¿yczenie. Chyba podczas ostatniego treningu z mieczem ¶wietlnym za mocno oberwa³am od jednego z tych lewituj±cych æwiczebniaków. Jak ja siê w to w³a¶ciwie wpakowa³am?!

A tak – przyjêcie urodzinowe drogiego dziadka Oberona. Po niespodziewanym spotkaniu z moim cudownie odnalezionym ojcem (nie powiem, ¿eby mu siê zanadto spieszy³o!) i w przyp³ywie uczuæ rodzinnych postanowi³am wype³niæ familijne zobowi±zania. I w ten sposób znalaz³am siê w ¶wiecie zwanym Amberem, w sali balowej naszego rodzinnego zamku (!), wystrojona w dworsk± sukniê i otoczona zgraj± u¶miechaj±cych siê i knuj±cych za plecami krewnych i dworzan. Jak za starych dobrych czasów i przyjêæ w Pa³acu Imperialnym na Coruscant.

Jako dobra wnuczka postanowi³am zrobiæ wra¿enie i daæ dziadkowi co¶ godnego uwagi – trochê trudu to kosztowa³o, ale uda³o mi siê zdobyæ jedno z najs³ynniejszych dzie³ mandaloriañskiego rze¼biarza Vu Krytosa, które ponoæ zaginê³o jakie¶ dwa wieki temu. Ale nie darmo jest siê zastêpczyni± szefa najpotê¿niejszej organizacji przemytniczej w Galaktyce, której najwiêkszym atutem jest – wiedza.
W ka¿dym b±d¼ razie rze¼ba siê znalaz³a a solenizantowi podarek chyba przypad³ do gustu. I gdy s±dzi³am, ¿e po tym wszystkim dziadka mam ju¿ z g³owy, okaza³o siê, ¿e Oberon postanowi³ zapoznaæ siê bli¿ej z wnukami i zaprosiæ m³ode pokolenie amberyckich ksi±¿±t (a wiêc mnie oraz trzech moich kuzynów) na piknik nastêpnego dnia rano. Moi kuzyni...

Na pierwszy ogieñ (czasem dos³ownie, ups...) idzie Bruno Lolagoczi, syn wuja Eryka. Rycerzyk ¿ywcem wyjêty z jakiej¶ zamierzch³ej epoki. W sumie ca³kiem sympatyczny, ale niezbyt ¿yciowy. Kompletnym brakiem instynktu samozachowawczego i znajomo¶ci regu³ rz±dz±cych tym ¶wiatem wykaza³ siê ju¿ pierwszego dnia naszej znajomo¶ci, w wyniku czego powa¿nie ucierpia³y jego klejnoty rodzinne. Lepiej nie staæ obok niego, gdy nadci±ga niebezpieczeñstwo – Lolagoczi wyra¼nie przyci±ga k³opoty i mo¿na dostaæ rykoszetem.
Kolejny kuzyn – Werner von Schmeterling, potomek wuja Benedykta – mój osobisty faworyt. Nosi siê jak imperialny oficer i jest tak samo jak oni arogancki, brutalny, prze¶wiadczony o w³asnej sile i nieustannie szukaj±cy mo¿liwo¶ci wykazania siê swymi bojowymi umiejêtno¶ciami. Ten bubek ¶wietnie by pasowa³ na moffa którego¶ z pomniejszych ¶wiatów – i pewnie skoñczy tak, jak wiêkszo¶æ z nich.
Jest jeszcze kuzyn Siergiej, syn wuja Randoma. Oczywi¶cie kolejny twardy wojak, jednak ten przynajmniej nie wykazuje tendencji do nadmiernych popisów i rzucania siê g³ow± w paszczê niebezpieczeñstwa. Chytry, raczej inteligentny, wydaje siê jowialny ale my¶lê, ¿e trzyma w rêkawie parê asów. S±dzê, ¿e z tej trójki mo¿e okazaæ siê najbardziej niebezpieczny. Nie ufam mu, oczywi¶cie, i to nie tylko z powodu mglistych ostrze¿eñ Ojca podczas jego niespodziewanej wizyty ostatniej nocy, jednak przyznam, ¿e czujê wobec niego pewn± dozê szacunku i sympatii. Gdyby zaistnia³a taka konieczno¶æ, móg³by siê okazaæ cennym sojusznikiem. Choæ znaj±c opinie kr±¿±ce o Randomie, nie zdziwi³abym siê, gdyby jego syn okaza³ siê równie nieprzewidywalny.
No i Rudolf Vardein, artysta, który czasem przypomina mi Ghenta, ca³kowicie zatopionego we w³asnym ¶wiecie, z tym ¿e zamiast klawiatury i monitora dzier¿y pêdzel i p³ótna. Ten, przynajmniej oficjalnie, nie jest moim kuzynem, choæ je¶li plotki, które zd±¿y³am ju¿ us³yszeæ w Amberze s± prawdziwe, byæ mo¿e jednak jeste¶my skoligaceni przez dziadka Oberona. Na pewno Vardein cieszy siê jego sympati± i zaufaniem – a to znaczy, ¿e lepiej nie nastêpowaæ mu na odcisk. Zw³aszcza, ¿e Vardein potrafi te¿ sam dochodziæ swoich racji, niekoniecznie s³owami, o czym bole¶nie przekona³ siê ju¿ kuzyn Bruno. Zdaje siê, ¿e miêdzy ojcem Lolagocziego a Vardeinem jest jaka¶ uraza, tych dwóch prowokowa³o siê nawzajem od samego pocz±tku. Ale co temu durniowi przysz³o do g³owy, ¿eby próbowaæ skrytobójczo zabiæ wychowanka samego Oberona i to jeszcze praktycznie pod naszymi nosami? W porz±dku, z naszej strony móg³ siê nie obawiaæ zemsty - niby dlaczego mieliby¶my m¶ciæ kogo¶, kogo znamy zaledwie jeden dzieñ – ale czy nie obawia³ siê reperkusji ze strony Oberona? Jak ju¿ pisa³am – kompletny brak instynktu samozachowawczego.
Istnieje te¿ jeszcze druga mo¿liwo¶æ – choæ ma³o prawdopodobna – ¿e Lolagoczi mówi prawdê i to nie on zepchn±³ Vardeina z tego urwiska – ale w takim razie kto to zrobi³ i dlaczego Lolagoczi go nie zauwa¿y³ i nie próbowa³ powstrzymaæ ani potem ¶cigaæ? Kuzynek Bruno chyba krêci. W ka¿dym b±d¼ razie mamy teraz dwie mo¿liwe sytuacje – albo mamy (niedosz³ego) skrytobójcê w¶ród nas (na szczê¶cie teraz raczej niezdolnego do podejmowania jakichkolwiek gwa³townych akcji ) – albo gdzie¶ za rogiem karczmy, w której obecnie siedzimy, czai siê jaki¶ inny asasyn, nas³any Sith wie przez kogo (ma³o przekonuj±ce).
A mieli¶my po prostu spêdziæ mi³e rodzinne popo³udnie, na ukwieconej ³±ce, racz±c siê winem i przek±skami. Nawet dostali¶my prezenty od drogiego dziadka. Który jednak chwilê pó¼niej stwierdzi³, ¿e sprowadzi³ nas tu w celu poddania próbie si³, lojalno¶ci i czego tam jeszcze, po czym znikn±³ we mgle, pozostawiaj±c nas w zwodniczo sielskim Cieniu – pu³apce z – wydawa³o siê wtedy – prosty zadaniem powrotu ca³± kompania do Amberu.
Z pocz±tku przyjêli¶my to do¶æ entuzjastycznie. Misja nie wydawa³a siê trudna, w koñcu ka¿dy z nas potrafi podró¿owaæ przez cienie, godzinka, no, mo¿e kilka i bêdziemy na miejscu, a dziadek poklepie nas po g³ówkach i powie jaki to jest z nas zadowolony. Niestety, teoria i praktyka okaza³y siê znacz±co od siebie odbiegaæ. Podró¿ przez cienie koñczy³a siê za ka¿dym razem bardzo szybko i w coraz to wymy¶lniejszy (i potencjalnie bardziej ¶mierciono¶ny) sposób, jakby¶my odbijali siê od jakiej¶ cholernej bariery, która przy okazji aktywowa³a pozak³adane przez naszego drogiego antenata pu³apki. I za ka¿dym razem, podtopieni, przypieczeni i napromieniowani, l±dowali¶my z powrotem na tej samej ³±ce, nad któr± w dodatku zaczê³a lataæ ta mynockowata gadzina. Podejrzewam, ¿e je¶li nie jest to Oberon we w³asnej osobie, to jaki¶ rodzaj ¿ywego holorekordera, który rejestruje nasze poczynania, a dziadek Oberon przygl±da nam siê przez jego soczewki, bawi±c siê przy tym setnie.
No có¿, nam do ¶miechu tak bardzo nie jest. Po pierwszej nieudanej próbie przebicia siê przez cienie postanowili¶my wykazaæ siê sprytem i pój¶æ na ³atwiznê, kontaktuj±c siê z którym¶ z mieszkaj±cych w Amberze krewnych, który móg³by nam znacz±co u³atwiæ powrót. I tu kolejna przeszkoda – karty atutów, poza naszymi piêcioma, s± jak martwe. Uda³o nam siê nawi±zaæ krótkotrwa³y kontakt z wujem Julianem oraz wujem Gerardem, ale po³±czenie w obu przypadkach by³o bardzo s³abe i szybko siê zerwa³o. Spróbowali¶my wiêc ponownie przebiæ siê przez cienie, jednak nie bezpo¶rednio do Amberu, ale do którego¶ ze znanych nam ¶wiatów, z którego mogliby¶my nawi±zaæ normalne po³±czenie atutowe – choæ powstaje pytanie czy karty atutów (poza naszymi) nie dzia³aj±, poniewa¿ bariera blokuje kontakt z Amberem, czy te¿ zosta³o na nie rzucone jakie¶ zaklêcie i z ¿adnego ¶wiata nie bêdziemy siê w stanie za ich pomoc± kontaktowaæ z pozosta³ymi Amberytami a¿ do wykonania zadania...
Tak czy siak po kolejnych dwóch próbach dostania siê do mojego domu na Svivren (podczas których okaza³o siê, ¿e kuzyn Bruno dysponuje magicznymi mocami – no,no, nie przeszkodzi³o mu to jednak odnie¶æ najciê¿szych z nas wszystkich obra¿eñ) musieli¶my spasowaæ. Wielki po¿ar i powód¼, której nie powstydzi³aby siê planeta Kamino jeszcze nas nie z³ama³y, ale wybuchy j±drowe to ju¿ by³o nadto. Do trzech razy sztuka. Wprawdzie te pó³g³ówki moi kuzyni nadal forsuj± pomys³ przebijania siê przez barierê, ale ja po ostatniej próbie zrozumia³am, ¿e dziadek Oberon wyra¼nie stara siê nas odwie¶æ od pod±¿ania t± drog±. I nie mam ochoty siê przekonaæ na w³asnej skórze, co przy nastêpnej próbie uzna za bardziej przekonuj±ce od bomby atomowej.
¦wiat, do którego z takim uporem spycha nas bariera musi byæ kluczem. Dotarli¶my w nim do jakiego¶ miasteczka, które do¶æ przypomina to znane z Amberu (prawdopodobnie jest bardzo blisko niego), ale wszyscy jego mieszkañcy nosz± na czo³ach opaski, czasem wysadzane klejnotami lub z zawieszonymi na nich symbolami, oznaczaj±ce najwyra¼niej status swych w³a¶cicieli oraz ich przynale¿no¶æ do okre¶lonych grup spo³ecznych. Z tego, co zdo³ali¶my zaobserwowaæ, czerwony kolor jest atrybutem szlachty, wojownicy nosz± opaski plecione z rzemieni a rzemie¶lnicy zawieszaj± na swoich symbole swoich cechów. I tu prezent, który dosta³am podczas pikniku od dziadka, wisiorek zwieñczonym kamieniem szlachetnym w kszta³cie drobnej, zielonoz³otej ³uski, okaza³ siê nie tylko piêknie wykonan± b³yskotk±, ale te¿ symbolem, dziêki któremu zosta³am w mie¶cie uznana za jakiego¶ niezwykle wa¿nego ambasadora. Natomiast osoby nie posiadaj±ce opasek s± tu uwa¿ane za niewolników. Bior±c pod uwagê to ostatnie, moi towarzysze sami te¿ szybko zaopatrzyli siê w podobne ozdoby (nieco zamieszania wywo³a³ na pocz±tku fakt, ¿e przy braku opasek nosili przy sobie broñ, co chyba budzi w tutejszych ludziach dysonans logiczny) – Lolagoczi równie¿ znalaz³ dla siebie zielon± ³uskê, Schmeterling czerwon± opaskê odebran± jakiemu¶ szlachcicowi, Vardein plecion± opaskê ochroniarza, a Randomowicz wykona³ sobie ozdobê na czo³o zakoñczon± u³amanym symbolem kufla. Zamierza udawaæ podró¿uj±cego z ambasadorami barmana? Czy te¿ mo¿e nadwornego browarnika, bez którego absolutnie nie mo¿emy siê obyæ w drodze? Ten facet stanowi zagadkê – przez wiêkszo¶æ czasu postêpuje ca³kiem racjonalnie, a w nastêpnej chwili... . To musi byæ krew Randoma...
Tak wiêc siedzimy w karczmie w quasi-amberyckim miasteczku, robi±c zapewne na jego mieszkañcach do¶æ niecodzienne wra¿enie, i my¶limy, co dalej. Skoro zawiod³y zarówno atuty, jak i podró¿ przez cienie, nasze dzia³ania powinny siê zapewne skoncentrowaæ na tym ¶wiecie. Sprytny dziadek wiedzia³, co robi. Nieprzypadkowo da³ mi przecie¿ taki a nie inny wisiorek i zapewne równie nieprzypadkowy jest fakt, ¿e co jaki¶ czas natykamy siê na niezwykle uczynnego oficera tutejszej stra¿y, który bardzo usilnie stara siê wskazaæ „pani ambasador” drogê do zamku. Dalsze granie na zw³okê raczej nie wchodzi w grê, jeszcze chwila i stracê wiarygodno¶æ. By³oby jednak pro¶ciej, gdybym wiedzia³a, czego w³a¶ciwie mam byæ ambasadorem, gdzie siê znajdujemy i kto rz±dzi tym miejscem. Mo¿e uda siê wypytaæ nieco barmana – w³a¶ciciele barów na wszystkich znanych mi ¶wiatach maj± zazwyczaj tê charakterystyczn± cechê, ¿e s± dobrze poinformowani i stosunkowo chêtnie siê ta wiedz± dziel± – choæ czasem potrzebuj± do tego brzêcz±cej zachêty.
Trzeba by te¿ doprowadziæ do porz±dku Lolagocziego, który po niedawnej konfrontacji z Vardeinem raczej nie nadaje siê do nawet krótkiej podró¿y. Nie wspominaj±c o tym, ¿e jego obra¿enia trudno by³oby na zamku wyt³umaczyæ. Gdybym mia³a trochê bacty... Hmm, na tamtej pó³ce, za doniczk± z jakimi¶ ¿ó³toniebieskimi kwiatkami, chyba dostrzegam zarys niewielkiego przeno¶nego pojemnika z bact±. Tylko czy substancja bêdzie tu dzia³aæ tak jak w moim ¶wiecie? Ha, przekonajmy siê, bardziej ju¿ go chyba nie uszkodzê...
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Wto 07 Lut, 2012 20:34   

dalej nie by³o weselej, ale czasem ¶mieszniej.

Pamiêtnik vol 8 czyli Jegri s± w¶ród nas
Zak³adam ¿e pisze to z Rhety, po tym, jak zosta³em odstawiony tam i zoperowany. W przeciwnym wypadku nie mia³ bym wielu okazji do pisania pamiêtnika. :-P
Dzi¶ po trzech dniach od operacji zdo³a³em wydobrzeæ na tyle by wstaæ o w³asnych si³ach. Ci, którzy nie byli nigdy ob³o¿nie chorzy nie wiedz± jaka ulg± jest móc wstaæ i udaæ sie do toalety, zamiast sprawiaæ problem personelowi szpitala w tak osobistej sprawie. Podaj± mi rosó³ i przetarte warzywa. Dodaj± si³, ale nawet jedzenie jest mêcz±ce. Do baraku szpitalnego nie dochodzi wiele z tego, co dzieje sie poza nim, ale zdaje sobie sprawê, ¿e mój stan musi byæ szokiem dla Jegrów. Nigdy nie próbowa³em przypisywaæ sobie nie¶miertelno¶ci, wrêcz pokaza³em kiedy¶ niedowiarkom, ¿e krwawiê jak ka¿dy porz±dny cz³owiek. Z pewno¶ci± dotknê³o ich g³êboko, to, ¿e spotka³a mnie pierwsza (w ich oczach) pora¿ka.

Mnie z reszt± równie¿ dotknê³o to, ¿e zgin±³ ca³y oddzia³. Owszem, prowadzi³em ju¿ wojny, dowodzi³em ró¿nym wojskiem i czêsto zdarza³o sie, ¿e traci³em jednego, lub kilku ludzi. Jednak zwykle to moja jednostka by³a t± która mia³a ni¿sze straty.
Jedynie raz zdarzy³o sie, ¿e oddzia³ zosta³ rozbity. Nie by³o to jednak z mojej winy, a przez niedopatrzenie innych. (kiedy na lotnisko wje¿d¿aj± wrogie czo³gi to znaczy, ¿e kto¶ co¶ spieprzy³ i to na serio) Tym razem nie mam takiej ulgi. Odpowiedzialno¶æ spoczywa na mnie. Zabrzmi to okrutnie, i wstydzê sie tego, ale cieszê sie, ¿e dopiero zacz±³em poznawaæ ludzi z tej jednostki. Nie wiem jak zareagowa³bym, je¶li zabito by moich przyjació³, znajomych. Czy to dlatego ci, którzy maj± krew Amberu s± tacy zgorzkniali? Czy to dlatego mój ojciec szuka ukojenia w butelce? ¯eby zapomnieæ twarze przyjació³, których musia³ zostawiæ?
W mojej m³odo¶ci Random pojawia³ sie od czasu do czasu kiedy by³em ma³y, chyba nawet zabra³ mnie do Amberu. Ale, od 9 roku ¿ycia, nie pojawia³ sie przez 40 lat... Czy¿by ba³ sie dnia w którym bêdzie trzyma³ w rêkach mojego trupa? To t³umaczy dlaczego zareagowa³ ostro po incydencie w Arborei.

Có¿, Random bêdzie musia³ na ten dzieñ jeszcze trochê poczekaæ, chocia¿ teraz by³o blisko. By³em zdumiony kiedy przyniesiono mi mój pancerz. Wierzchnia skórznia, by³a wrêcz miejscami w strzêpach. We w³a¶ciwym pancerzu pociski powybija³y liczne kryszta³y, niektóre s± wrêcz strzaskane. Ale najbardziej zdumia³y mnie zaklêcia weñ wplecione, wiêkszo¶æ glifów ochronnych wypali³a sie do cna. Widaæ, ¿e musia³em skupiæ na sobie sporo si³y ognia. Ironi± jest to, ¿e rozorana ¿y³a w udzie i przebite p³uco, które to rany by³y najbli¿ej by mnie zabiæ, zosta³y zadane bagnetem.
Dowiedzieli¶my siê sporo o przeciwniku. Nie uda³o sie nam dowiedzieæ, jak dzia³a instalacja przesy³owa przeciwnika. Ale wiadomo:
- ¿e potrzebuje znacznych ilo¶ci energii
- ¿e jest to masywna konstrukcja, na tyle wielka, by nie pozwoliæ na jej transport w jednym kawa³ku.
- ¿e jest wra¿liwa na ró¿ne rodzaje dzia³añ wojskowych i stosunkowo ³atwo by³o by j± unieszkodliwiæ.
- ¿e unieszkodliwienie jej i tak wykarczowa³o by las w promieniu 500m od fortu
- ¿e ma ograniczon± pojemno¶æ i czas dzia³ania. Transporty s± wysy³ane pojedynczo.
- ¿e zasiêg te¿ jest ograniczony, pozwala przemieszczaæ sie pomiêdzy najbli¿szymi sobie cieniami.
nie znany jest te¿:
- czy z wyj±tkiem instalacji przeciwnik dysponuje innymi metodami komunikacji miêdzy ¶wiatami
- sposób generacji energii (brak kominów na terenie kompleksu sugeruje, ¿e nie powstaje przy wykorzystaniu pary (chocia¿ mo¿liwe ¿e wykorzystuj± wody podziemne do ch³odzenia), ani silników wewnêtrznego spalania)
- raison d'etre* ca³ej operacji, jakikolwiek on jest, wydaje sie, ¿e za³oga fortu by³a poddana d³ugotrwa³ej indoktrynacji, i by³a gotowa za niego zgin±æ. Budzi to obawy, ¿e wojna jest nieunikniona.
- mo¿liwo¶ci przeciwnika, wprawdzie poznali¶my jego si³ê ognia, ale nie mamy pojêcia jakie s± jego mo¿liwo¶ci mobilizacyjne, techniczne, i umiejêtno¶ci strategiczne.

Najwa¿niejsze ¿e ca³a za³oga fortu i zapewne równie¿ ci, co przybyli w ostatniej chwili, zginêli. Ciesze sie z tego, choæ je¶li nie maj± innej mo¿liwo¶ci kontaktu to ¿al mi tych, którzy bêd± na ¶lepo przesy³ani do wnêtrza zawalonej instalacji. Zgin±æ w walce to jedno, udusiæ w zawale to straszny los. Przeciwnik zosta³ pozbawiony informacji odno¶nie naszych zamiarów, mo¿liwo¶ci i ilo¶ci. Zawsze mo¿na powiedzieæ, ¿e zniszczenie fortu by³o przypadkowym i niefortunnym incydentem. Dyplomacja zna gorsze przypadki podawania sobie r±k nad trupami ¿o³nierzy. Przeciwnik zosta³ równie¿ pozbawiony wiêkszo¶ci sztuk naszej broni. Mam nadzieje, ¿e umiejêtno¶ci Rudiego pozwol± mu wyci±gn±æ z tamtego cienia,chocia¿ te, które zachowa³y swój wygl±d.
Niestety je¶li wojna jest nieunikniona, obecna sytuacja kszta³tuje sie niezwykle niefortunnie. Nie w±tpiê, ¿e Jegry zwyciê¿y³yby w wielu bitwach dziêki przewadze liczebnej, ale kosztem olbrzymich strat.
Wiem, ¿e nale¿a³o by rozbudowaæ przemys³ zbrojeniowy, ale w obecnej sytuacji jest to bardzo trudne. Wygl±da na to, ¿e stajemy siê ofiarami w³asnego sukcesu. Huty nie s± w stanie wyprodukowaæ wystarczaj±co du¿ych ilo¶ci stali by podo³aæ na raz wymogom budownictwa i produkcji narzêdzi. W dodatku ostatnio coraz wiêksze potrzeby, zg³aszaj± powoli buduj±ce sie koleje. Zwiêkszenie ilo¶ci i produkcji hut nic nie zmieni, bo brak nam wyszkolonych rusznikarzy, poza tym nie mamy wiêcej wêgla i rud ¿elaza. Trzeba by wiêc zwiêkszyæ ilo¶æ górników, co jest wykonalne choæ nie proste. Sêk w tym, ¿e to wymaga wiêcej narzêdzi.
Stalowych. :-x
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Wto 07 Lut, 2012 20:46   

Pamiêtnik vol9 czyli suma wszystkich zamachów
Wygl±da na to ¿e Eryk odkry³ karty i zdecydowa³ sie zdobyæ w³adzê w Amberze. Popieraj± go Julian i Cain, oraz zapewne Flora. Podobno pomiêdzy nim a Oberonem dosz³o do k³ótni, po której Oberon wyjecha³ do Arborei. Eryk zosta³ i uwiêzi³ Geralda, ba! próbowa³ uwiêziæ mnie! Potwierdza to moje podejrzenia. Bruno by³ ca³y czas szpiegiem dla ojca. Có¿ nigdy za nim nie przepada³em. Bariera stoi gotowa, ciekawe, ¿e nie znalaz³em w niej ¿adnych dziur.
Pytanie dlaczego teraz? Czy Eryk zdo³a³ zabiæ swego ojca? Czy uda³o siê mu? Nawet je¿eli tak, to dlaczego chce walczyæ z reszt± rodziny? Przecie¿ i tak wydawa³o sie, ¿e to on bêdzie nastêpc± Oberona.
Co¶ nie trzyma siê tu kupy. Ca³a ta operacja nie pasuje do Eryka - ani ja, ani nawet mój ojciec nie jeste¶my tak lekkomy¶lni, ¿eby dokonaæ puczu a nastêpnie zacz±æ sie zastanawiaæ jak utrzymaæ w³adzê.
W ka¿dym razie mnie pozostaje trzymaæ siê z dala od Amberu i pomocników Eryka. Wygl±da na to ¿e sposób uwiêzienia Geralda jest na tyle doskona³y, ¿e nawet Brand nie ma pojêcia jak go wyzwoliæ, zak³adaj±c ¿e zdo³aliby¶my wedrzeæ sie do cytadeli i powstrzymaæ/zabiæ wszystkich, którzy stali by nam na drodze.
Potwierdza sie jednocze¶nie, to czego sie nauczy³em w wywiadzie. O tym ¿e Cain popiera Eryka w spisku, dowiedzieli¶my siê jedynie dziêki moim pomocnikom, którzy obserwowali co dzieje sie w Amberze.
Jednocze¶nie z rosn±c± niechêci± przychodzi mi znosiæ towarzystwo Rudiego. Nie ufam mu ani trochê bardziej ni¿ pó³ roku temu, mo¿e nawet mniej. Wiem ¿e jest zmiennokszta³tnym i ma dziwne moce zwi±zane ze swoim pochodzeniem. W dodatku jego komentarze odno¶nie ksiê¿niczek Amberu s± wrêcz chamskie.
Nie w±tpiê, ¿e jest nimi zauroczony. Nale¿y przyznaæ racje ¿e moje ciotki s± piêknymi kobietami. Wprawdzie sprawiaj± wra¿enie do¶æ wstrzemiê¼liwych. mo¿e z wyj±tkiem Flory, co wcale nie ¶wiadczy, ¿e nie maj± kochanków w cieniach. Ba nawet je¶li teraz nie maj±, to dziêki swej wiecznej (lub prawie wiecznej) m³odo¶ci i d³ugowieczno¶ci mog³y mieæ choæby dziesi±tki.
Rudi jest spoza rodziny, a Jego specjalny status na dworze mo¿e budziæ zainteresowanie, ale sposób w jaki odnosi sie do nich poza dworem, móg³by zostaæ uznany za nieodpowiedni w niektórych knajpach, co dopiero na dworze.
Czy¿ to dlatego widzia³em go wychodz±cego w kiepskim stanie z pokoju Fiony? Czy¿by odrzuci³a jego umizgi? Uroda Fi i mnie nie pozostawi³a obojêtnym. Szkoda, ¿e nie mog³em podziêkowaæ jej za towarzystwo paj±ków w Kymrze, choæ istnieje coraz wiêksze prawdopodobieñstwo, ¿e by³a to jednak sprawka Eryka. Niestety nie odpowiada na kontakt, wiêc nie by³em jej równie¿ wstanie zaprosiæ do naszego ma³ego spisku.
Z drugiej strony, mo¿e nie powinienem my¶leæ o niej tyle, jednego Korwina nam wystarczy.
Nie zmienia to faktu, ¿e w Rhetcie przyda³a by mi siê królowa...
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
Ostatnio zmieniony przez Szaroki Wto 07 Lut, 2012 20:54, w caoci zmieniany 1 raz  
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Wto 07 Lut, 2012 20:50   

Pamiêtnik vol 10 czyli tam i z powrotem


Traktuj swoich ¿o³nierzy jak swoje dzieci, a pójd± za tob± w najciemniejsze czelu¶cie.

Sun Tzu "Sztuka wojenna"

Dobry dowódca potrafi przekuwaæ pora¿kê w sukces. Mam nadzieje ¿e uda³o mi siê dokonaæ tego z bitw± o punkt przesy³owy. Zostali¶my pokonani, ale zniszczyli¶my wa¿n± instalacjê dla przeciwnika. Przegrana ta sta³a siê punktem zbornym serc i umys³ów mojego ludu, i w tym upatruje szanse na sukces. Jegry dowiedz± sie z kazañ i z pie¶ni o bohaterstwie ich poleg³ych braci. Przeciwnik z którym walczymy ma nad nami przewagê, je¶li stawiæ mu czo³a w otwartym polu. Zbroi³ siê przez dziesi±tki lat, a od kilku lat formuje te przeklête tunele. Z ³ukami i oszczepami nie zwyciê¿ymy przeciw muszkietom i artylerii - nawet tak kiepskiej jak ichnia.
Za rok, pó³tora z czo³gami, dzia³ami i karabinami z prawdziwego zdarzenia bêdziemy mogli go pokonaæ, gdy do nas przyjdzie. Obawiam sie, ¿e minie daleko wiêcej czasu zanim bêdziemy mogli ich wyrzuciæ z cieni i ograniczyæ do swojego ¶wiata. Do tego momentu trzeba improwizowaæ i opó¼niaæ przeciwnika. Chodz± mi po g³owie rozmaite rozwi±zania: mo¿na spróbowaæ wci±gn±æ moj± rodzim± Rosjê do konfliktu. M³ody car wykaza³ sie wiêkszym rozs±dkiem ni¿ oczekiwa³em od niego, nie daj±c sie sprowokowaæ do walki przez o¶cienne mocarstwa. Przeciwnie z tego co mi wiadomo z poprzedniej wizyty, pozosta³ wojowniczo neutralny i czeka a¿ jedna ze stron os³abnie. Mo¿liwo¶æ budowy drogi na inn± planetê jest ofert± nie do pogardzenia. Nale¿a³o by jednak wzi±æ ze sob± dowody na to ¿e mówiê prawdê.
Inn± mo¿liwo¶ci± jest pój¶cie za radami ¶wiêtej pamiêci W³adimira - poprzedniego cara. Maj±c w perspektywie konflikt z ¦wiêt± Rzesz± Niemieck±, co do którego wiedzia³ ¿e nie bêdzie w stanie go wygraæ postawi³ na niekonwencjonalne metody.
Od wybuchu wojny, bombowce i dywersanci transportowali na stronê niemieck± doskonale podrobione marki, a agitatorzy wyolbrzymiali klêski i nawo³ywali do bojkotu niemieckiej armii. Kiedy dwie zimy pó¼niej nasze wojska wkroczy³y do Rumunii i Wêgier, by³y one opanowane przez rebeliantów i maruderów, a niemiecka gospodarka by³a w strzêpach.
Przy okazji uspokoi³ Polaków i Kozaków na w³asnym podwórku, którym odt±d niemieckie panowanie kojarzy³o sie z g³odem i rabunkami, a rosyjskie z wzglêdnym dostatkiem. Dok³adne powtórzenie tego planu nie ma zastosowania, ale mo¿e uda sie odtworzyæ ten tok rozumowania. Co trzeba zrobiæ by wywo³aæ rewolucje? Zabiæ cesarza? A mo¿e sfingowaæ zamach? Mo¿e ich zaopatrzenie kuleje w pewnym miejscu?
Cokolwiek mia³bym zrobiæ musi zostaæ zrobione szybko... i to z przyczyn du¿o gorszych ni¿ dzia³ania przeciwnika. Mój sojusz z Rudim, niemal siê rozpad³. Kiedy wypoczywali¶my w namiocie po kilkudziesiêciu godzinach ci±g³ych dzia³añ i planowali¶my dalsze dzia³ania, Rudi wypomnia³ mi wypuszczenie Bruna, a skrytykowany, zacz±³ mi groziæ. O¶mieli³em sie zauwa¿yæ, ¿e gro¿enie dowódcy w ¶rodku obozu wojskowego jest co najmniej nierozs±dne, wtedy popar³ go Werner. S±dzi³em, ¿e ¿ywi do mnie jak±¶ sympatiê. Ale widaæ myli³em siê.
Atmosfera zaczê³a sie robiæ niezwykle napiêta, Rudi szybko roz³adowa³ sytuacje mówi±c, ¿e jest w istocie synem Oberona (nawet je¶li to prawda, to co? oczekuje lojalno¶ci???). Pytanie na jak d³ugo... i pytanie czy nasz sojusz w istocie jeszcze ma sens. Mam nadzieje ¿e Bruno stanie na wysoko¶ci zadania i przeka¿e Erykowi moj± wiadomo¶æ. Mo¿e skoro Eryk jest tak zaintrygowany Rudim, to uda sie za³atwiæ dwie pieczenie na jednym ogniu. Pozbêdê siê domoros³ego Brutusa i wejdê w uk³ad z Cezarem. Mo¿e wrêcz uda mi sie to zrobiæ tak by nikt siê nie zorientowa³ w moim udziale w tej sprawie. Zastanawia mnie stanowisko reszty rodziny wobec Rudiego jako syna Oberona. Trzeba by spytaæ ojca.
Czuje sie bezpieczniej maj±c dla na amulecie okrutn± niespodziankê, specjalnie dla Rudiego. Ogólnie zastosowanie zasad ergonomii i logiki do optymalizacji magii jest moim niesamowitym sukcesem. Kiedy¶ rzucenie nawet prostego czaru, zajmowa³o mi cenne sekundy, teraz jestem w stanie zrobiæ to jednym gestem i wysi³kiem woli. I to nie koniec, w g³owie huczy mi tyle pomys³ów, które a¿ prosz± sie o realizacje. W 4 godziny narysowa³em plany czo³gu który powinien byæ w stanie zmieniæ losy wojny. Pancerz przedni i boczny gruby na tyle by os³oniæ za³ogê przed ogniem z tych przedpotopowych dzia³. W ¶rodku jeszcze warstwa (oheblowanych i nas±czonych solami) desek by wy³apywaæ odpryski. Napêd parowy by u³atwiæ zaopatrzenie w paliwo - pod kot³em mo¿na paliæ wszystkim byle tylko by³o ciek³e. Nawet ³ój i alkohol sie nadadz±. Wytworzone ci¶nienie mo¿na wykorzystaæ na dziesi±tki sposobów, do napêdu wie¿yczek, do miotacza ognia, do mo¼dzierza pneumatycznego... A to jeszcze nic, mo¿na dodaæ po bokach i z przodu odpowiednio wiruj±ce kosy i wa³ki by mia¿d¿yæ i ci±æ piechotê. Na serwach rzecz jasna, na wypadek, jakby kto¶ wrzuci³ sztabê ¿elazn± do ¶rodka.
Tak, teraz to widzê. Maszyny, zasilane magi± i par±. Mogê tyle ulepszyæ. Nawet samych ludzi. Mój upiór, mo¿e oddaæ mi jeszcze jedn± przys³ugê, mo¿e byæ kluczem do tego jak utkaæ zaklêcie by stanowi³o samonapêdzaj±cy sie uk³ad. Stanowi po³±czenie mocy magicznej z wzorcem. Dziêki temu nie s³abnie, nie ga¶nie, nie ustaje.

Jeszcze w kwestiach rodzinnych: Wygl±da na to ¿e Brand oszuka³ mnie w kwestii przekazania wiadomo¶ci do Eryka, jest to o tyle dziwne, ¿e zupe³nie nie rozumiem po co... je¶li powiedzia³by mi, ¿e wysy³anie takiej wiadomo¶ci jest nierozs±dne, i poda³ logiczny powód, nigdy bym tego nie zrobi³.
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Wto 07 Lut, 2012 20:58   

Pamiêtnik vol 11 czyli odkrywamy karty


Najlepsz± strategi± na wojnie jest zaatakowanie planów nieprzyjaciela, a nie bêdzie w stanie wyruszyæ przeciw tobie. Nastêpn±, jego sojuszy, a bêdzie osamotniony. Nastêpn±, jego armii, a bêdzie bezbronny. Najgorsz± za¶ jest zaatakowanie umocnionej fortecy i pozwolenie by straty zadecydowa³y, kto bêdzie zwyciêzc±.
Sun Tzu
Sztuka Wojny

Czy przybywaj±c do Rethy uratowa³em ten ¶wiat, czy skaza³em miliony dusz na zatracenie? Gdyby nie moje królestwo, nieprzyjaciel móg³by wej¶æ do z³otego krêgu. Mo¿liwe, ¿e zrekrutowa³ by Jegrów ze sob± i pod±¿y³ w kierunku Amberu. Mo¿liwe, ¿e Eryk i reszta, posuniêci do ostateczno¶ci wykorzystali by Wzorzec do walki. A¿ ciarki przechodz± mi po plecach gdy my¶lê o takiej ewentualno¶ci. Tymczasem stan±³em na drodze wrogowi, który wszed³ na ni± na d³ugo przed moim przybyciem do Rethy, ba mo¿e nawet do Amberu. Ktokolwiek stoi za t± operacj±, przygotowa³ sie nawet na tak±, nieprawdopodobn± do¶æ ewentualno¶æ. Werner zosta³ postrzelony z wyrzutni rakietowej. Nie wiem jakim cudem zdo³ali go trafiæ, ale oznacza to, ¿e dysponuj± broni±, która jest w stanie zatrzymaæ du¿e ilo¶ci piechoty, a atak w zwartym szyku czyni niepotrzebnym po¶wiêceniem. Wyrzutnie rakiet maj± jednak swoje wady. Nie mo¿na ich opancerzyæ i ³atwo zdradzaj± swoje pozycje ze wzglêdu na dym. Gdybym dysponowa³ korpusem artylerii, wyszkolonym jak w Imperium, móg³bym sprawiæ, ¿e zap³aciliby za swoj± zuchwa³o¶æ.

Jutro ruszymy ratowaæ Geralda. Nastêpnie ruszymy do domu przeciwnika, mo¿e uda siê nam dowiedzieæ siê o mo¿liwie wielu faktach i zabiæ cesarza. Najlepiej pozoruj±c przewrót s³u¿b specjalnych. Wsadzenie klina pomiêdzy wojsko, cywili a tajn± policjê zawsze by³o najlepszym rozwi±zaniem.
Je¶li nie, mam plan awaryjny, który mo¿e spowoduje ¿e odst±pi od walki. Je¶li i to zawiedzie to sytuacja, a¿ prosi siê o wsparcie z powietrza. Zastanawiam siê... kiedy by³em w rodzimym cieniu s³ysza³em, ¿e mimo mojego zaginiêcia car nadal wspiera Szpony i ich "ochotnicz±" kampaniê. Je¶li nasz wróg ma ograniczony dostêp do tej broni, nale¿a³o by zniszczyæ jej arsena³y. Samego cara nie ma co prosiæ o wsparcie, je¶li przeciwnik dysponuje nowoczesn± broni±. Oznacza³o by to dla mateczki rusi d³ug± i trudn± wojnê - ostatni± rzecz jakiej kiedykolwiek potrzebowa³a.

Eryk zdaje siê, staje na wysoko¶ci zadania jako w³adca, a mnie pozostaje przedstawiaæ siê w najlepszym ¶wietle z jego punktu widzenia. Ju¿ pod koniec naszej pierwszej rozmowy s³ychaæ by³o w jego s³owach gorycz Przy drugiej, kiedy to podarowa³em mu prezent, tym bardziej stara³ sie umniejszaæ moje zas³ugi dla Amberu. Wykry³em i ukróci³em spisek maj±cy na celu sk³ócenie rodziny i doprowadzenie do wojny. Musia³em go nie¼le rozz³o¶ciæ z powodu jaskrawej przepa¶ci miêdzy mn±, a jego synem.

Oczywi¶cie zak³adaj±c, ¿e Eryk mówi³ prawdê... W±tpiê jednak by celowo wyprowadzi³ w³asnego syna na ¶mieræ. Choæ warto pamiêtaæ, ¿e cen± za Bruna mo¿e byæ unieszkodliwienie Benedykta. Warto nie wspominaæ o tym przed Wernerem.
Muszê skontaktowaæ siê z Brandem, opowiedzieæ mu o wszystkim i zapytaæ siê go o zdanie. Mam nadzieje ¿e skontaktowa³ siê ju¿ z Fion± i Bleysem.
Je¶li za¶ chodzi o Rudiego, tego pod³ego psa, to mam nadzieje, ¿e stanie sie go¶ciem lochów w Amberze na wieki. Pomijaj±c sielskiego pikniku, gdzie moje podejrzenia wzbudzi³ Virion, Rudi zawsze by³ na szczycie mojej czarnej listy, jak sie okaza³o s³usznie. Teraz jednak, mam mnóstwo czasu by zbadaæ jego ekwipunek. Mo¿e pozwoli mi to dowiedzieæ z kim i gdzie siê kontaktowa³. Zawsze najbardziej ufa³em zdrajcom z papieru i stali.
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Wto 07 Lut, 2012 21:00   

Pamiêtnik vol 12 czyli i co ja robie TuuUU?
Wzorzec ...
Czym jest? jaka jest jego natura i mo¿liwo¶ci?
Z jednej strony jest narzêdziem dziêki któremu... w³a¶nie... przecie¿ Oberon nie stworzy³ go po to by rodzinka mia³a mo¿liwo¶æ pozwiedzania okolicy. Jego zadaniem by³o stworzenie geometrycznej formu³y, bêd±cej podstaw± istnienia. I istotnie dziêki niemu pustka wype³ni³a sie miriadami cieni z których ka¿dy stanowi pewn± osobn± warto¶æ, jednocze¶nie bêd±c wariacj± Amberu. Tu dzie³o Oberona spe³ni³o swoje zadanie, ale nawet on nie móg³ przewidzieæ jakie wydarzenia i wyzwania przyniesie przysz³o¶æ. Wzorzec bowiem nie tylko stworzy³ cienie, ale równie¿ kataloguje ich zawarto¶æ. Dziêki temu mo¿e przenie¶æ mnie w dowolne miejsce. Moje pierwsze niepowodzenie nie by³o jak s±dzi³em spowodowane z³o¶liwo¶ci± wzorca, ani jego wbudowanymi zabezpieczeniami. Wzorzec po prostu próbowa³ mi przekazaæ dok³adnie to o co poprosi³em... przekazaæ mi CA£¡ swoj± wiedzê. Trzeba by³o prosiæ o teorie, zasady dzia³ania. Okazuje sie, ¿e jego mo¿liwo¶ci bardziej ograniczone ni¿ sie spodziewa³em. Wzorzec ma informacje o tajemnicach z ka¿dej z bibliotek, ale jest jedynie maszyn±. Nie jest ¶wiadomy, ¿e istnieje, nawet tego, kto z niego ko¿ysta. Nie jest w stanie wykonaæ pracy, któr± mo¿e wykonaæ nawet wytresowany pies lub kulawy wo¼ny.
Oczywi¶cie... je¶li tak jest naprawdê. Mo¿liwe, ¿e osoba, która zastawi³a pu³apkê na Geralda, która by³a w stanie zmieniæ wzorzec na swój sposób, mog³a odnale¼æ i zniszczyæ t± informacjê.
Tak czy owak, misja, któr± zleci³ mi Eryk zakoñczy³a siê fiaskiem. Wiem jedynie tyle, ¿e Gerald istotnie jest uwiêziony we wzorcu.
A¿ przypomina mi sie puenta z dowcipu o roztargnionym chor±¿ym: Czy je¶li mogê opisaæ precyzyjnie po³o¿enie czego¶ czego szukam, w istocie mo¿na uznaæ ¿e jest zagubione. (i wype³niaæ raport o stratach?)
Tyle samo, albo i mniej wiem na temat, kto, i jak zastawi³ t± pu³apkê... Zeznania starego Rogera nie przyda³y sie na nic, jedyne co wiem to tyle, ¿e za Geraldem szed³ postawny mê¿czyzna - co eliminuje jedynie mojego ojca oraz ksiê¿niczki. Z wyj±tkiem Flory, która z racji, ¿e mo¿e byæ zmiennokszta³tn±, musi pozostaæ w krêgu podejrzewanych.
Najbli¿sze dni poka¿± czy Eryk jest prawdomówny. Je¶li Bruno w tajemniczy sposób wydostanie sie z pu³apki... oznaczaæ to bêdzie ¿e Eryk jest zdrajc± i ca³a ta zabawa jest po to by pomóc mu utrzymaæ sie na sto³ku.
Wiem, ¿e wizje Tir nan Og nie s± w stu procentach akuratne, ale czy królestwo zjaw i widm chcia³o mi pokazaæ, ¿e Rudi by³ na Wzorcu, gdy Gerald znika³? Czy jego zdrada by³a a¿ tak dosadna ¿e znalaz³a swoje odbicie a¿ tam? Potwierdza³o by to ¿e jest synem jednego z Amberytów, mo¿e nawet mówi³ prawdê mieni±c sie synem Oberona. Zreszt±, móg³by byæ nawet i jego babk±, nie pomo¿e mu to, je¶li stanie mi jeszcze raz na drodze.
Jedyne co mi pozostaje to szukaæ pomocy... Brand powiedzia³ ¿e nie potrafi³by rozbroiæ takiej pu³apki. Mo¿e kto¶ z rodziny umie...
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Szaroki 
Tajny Wspó³pracownik


Ulubiony system: System s³oneczny
Posty: 1207
Skd: Z oparów absurdu
Wysany: Wto 07 Lut, 2012 21:06   

Pamiêtnik vol 13 czyli pechowa trzynastka
"Dobry przeciwnik jest tam gdzie siê go nie spodziewasz"

Jeszcze nigdy Amber nie wydawa³ mi siê tak ponurym miejscem jak teraz.
Fiona zamknê³a mnie w magicznej pu³apce, a mój ojciec sprzymierzy³ sie z tym diab³em Rudim by mnie z niej wyci±gn±æ. Mam wiêc teraz d³ug wdziêczno¶ci wobec niego oraz wobec rodu Berne, oraz gorycz spowodu mojej naiwno¶ci i z³udzeñ.

Werner... jest lojalny... na tyle na ile mo¿e byæ lojalny amberyta. Musze pogadaæ z tymi jego ekspertami, ale do tej rozmowy potrzebuje odpowiednio siê przygotowaæ. Obawiam sie ¿e zajmie mi to ca³y dzieñ. Je¶li rozmowa przebiegnie sprawnie to z pewno¶ci± wspó³praca oka¿e sie owocna. Je¶li nie, to ja sie mu pobawie w cudzym cieniu.
Brak mi s³ów by opisaæ stan Bruna/Geralda... to przeczy wszystkim zasadom medycyny i logiki. Ale fakt pozostaje faktem, a osoba ta jest zbyt potê¿na by j± lekcewa¿yæ. Bruno w swojej postaci by³ niebezpieczny jedynie wobec siebie, a tak jest niebezpieczny wobec siebie i otoczenia. Mimo to jak zwykle ratowa³em mu ¿ycie.

Jednocze¶nie muszê znale¼æ czas by przebadaæ kilka mo¿liwo¶ci magii. Kolejny dzieñ. Je¶li moje przypuszczenia oka¿± sie trafne, mo¿e bêde w stanie rozwi±zaæ problemy Rehty raz na zawsze. Przeciwnik - armia Korwina, otwarcie nios±ca jego kolory, jest silna i sprytna, ³atwo przystosowuje sie do nowej taktyki i broni. Ale jest to przystosowanie, a nie uprzedzenie k³opotów. Problemami Amberu zajmê sie zaraz pó¼niej.

W ostatnich dniach wydarzy³o sie jeszcze co¶... w wie¿y Dworkina czar ochronny przenikn±³ przez zas³on± wzorca i mojego demona. Nie wiem czy Dworkin wiedzia³ ¿e wejdê tam i w³amiê sie do jego komody, nie wiem czy czar zadzia³a³ w sposób w który mia³ zadzia³aæ, czy os³ona odmieni³a go. W ka¿dym razie spali³ brzemiê, które nosi³em.
¯egnaj towarzyszu, wprawdzie stworzy³em ciê w gniewie, z zemsty, to przez lata sta³e¶ siê moim powiernikiem i kompanem. W Rehcie, w Kymrze, w dziesi±tkach cieni, ratowa³e¶ mi skórê i zapewnia³e¶ mi zwyciêstwo. Jak ma³o który ³otr zmaza³e¶ swoje winy, oby¶ znalaz³ teraz spokojny spoczynek.

Zjawa, lub osobista interwencja Deidre dzier¿±cej Greyswandira, odmieni³a nasz± wyprawê po klejnot i cia³o Bruna w rozpaczliw± walkê o ¿ycie. Jak znalaz³a nas na Tir nan Og? Czy wiedzia³a o naszej misji? Je¶li wiedzia³a to dlaczego nie w smak jej by³o by Klejnot znalaz³ sie po naszej stronie. Czy a¿ do tego stopnia odda³a sie chaosowi, czy to jaki¶ spisek maj±cy zablokowaæ nasze postêpy?
Tak, wygl±da na to, ¿e moim wrogiem jest i Korwin ... Ale mimo rany, któr± zada³ mi jego miecz, nie jestem w stanie znale¼æ w sercu nienawi¶ci wobec niego, ani jego siostry. Czy¿ gdyby mnie z mi³o¶ci± mego ¿ycia, niewa¿ne jak szalon± i zakazan±, rozdzieli³ jaki¶ g³upi ukaz, nie post±pi³ bym inaczej? Czy¿ nie chcia³bym zniszczyæ pañstwa czy osób które by mi jej zakaza³y? Czy¿ nie zdoby³ bym sie na szaleñstwo sprzymierzenia siê z si³ami, które mog³yby byæ moj± zgub±, by byæ z moj± mi³±... mo¿e, sam nie wiem.
Ale mam nadzieje, ¿e odpowiedz na te pytania brzmia³aby "Tak".
Obym nigdy nie musia³ skrzy¿owaæ z nimi mieczy, a je¶li ju¿, mam nadzieje, ¿e walka ta bêdzie godna opisania w przez bardów.

Nie nale¿y jednak poddawaæ siê pierwszemu wra¿eniu. Mo¿liwe, ¿e Korwin chcia³ nas powstrzymaæ z (jakkolwiek by to brzmia³o) dba³o¶ci o nas. Deidre nie dobi³a ¿adnego z nas... mimo, ¿e mia³a ku temu sposobno¶æ. Bêd±c nietykalna w formie zjawy mia³a przecie¿ ca³kowit± kontrolê nad polem walki, je¶li za¶ by³a tylko zjaw±, nie musia³a sie obawiaæ te¿ kl±twy krwi...
To mi podsuwa z reszt± pewien pomys³... Nie ma tego z³ego co by na dobre nie wysz³o.
_________________
I'll eat when I'm hungry, I'll drink when I'm dry,
I will court all the lassies or at least I will try,
And I'll never conform 'til the day that I die,
Agus fagaimid suid mar ata se
 
 
 
Wywietl posty z ostatnich:   
ARMIA GOBLINÓW Strona Gwna » Nastanie nowa era ciemnoci - i to my zgasimy wiato! » Roll Playing Gamez » Amber-pamiêtnik

Forum graficzne

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapyta do SQL: 11